Maroko - pierwsze starcie.

Od lotniska jechaliśmy do centrum miasta długą aleją.


Przejechalismy średniowieczne mury miejskie. 

Minęliśmy meczet Koutoubia z charakterystycznym minaretem, przypominającym słynną Giralde w Sevilli (obie powstały w tym samym czasie). 

Wysiedliśmy z autokaru w Medina i podążaliśmy pieszo do restauracji rejestrując po drodze życie miejskiej ulicy. 








Uwagę naszą przykuly sklepy z przyprawami, słodkościami i sukniami dla kobiet. 





Dotarliśmy do urokliwej restauracji w tradycyjnym stylu, o nazwie: Piękna (Bahia), położonej obok pałacu o tej samej nazwie (Bahia Palace). 









Na kolację podano najpierw przystawkę złożoną z warzyw, w tym fasoli i soczewicy. 


Potem był tradycyjny tajdzin i kuskus. 




Do posiłku popijalismy piwo Casablanca. 

Do kolacji przygrywali muzycy wykonując tradycyjną muzykę. Potem dołączyły się do nich śpiewające i tańczące kobiety. 


Na deser były winogrona i podsmażone pomarańcze z cynamonem. 

Na koniec, na poprawę trawienia była tradycyjna herbata z miętą. 


Wracając do autobusu obserwowalismy marrakeską ulicę by night. 









Opuściliśmy Marrakesz. Wrócimy tu zwiedzić go dokładniej za kilka dni. 
Udaliśmy się w ok. 200-kilometrowa trasę do Casablanki, gdzie zakończyliśmy pełen wrażeń pierwszy dzień w Maroku. Przybyliśmy późnym wieczorem do tego wielkiego, nowoczesnego miasta, pełnego rozświetlonych neonow, francuskich napisów i... poczuliśmy się jak w Paryżu! 
Nasz hotel znajdował się blisko atlantyckiego nabrzeza, tuż obok wielkiego meczetu Hassana II, którego podświetlony minaret mogliśmy podziwiać z balkonu pokoju hotelowego. Jutro będziemy zwiedzać meczet. 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Powrót

Marrakesz

Agadir