Erg Chebbi

Irk asz-Szabbi (fr. Erg Chebbi) - pustynia piaszczysta (erg) w południowo-wschodnim Maroku, w obrębie Sahary w pobliżu granicy z Algierią. Leży w pobliżu miast Arfud i Ar-Risani. W jej obszarze położona jest także oaza Marzuga. Pustynia jest częstym celem wycieczek turystów ze względu na duże, dochodzące do 150 metrów wysokości wydmy.

Irk asz-Szabbi ciągnie się z północny na południe na długości 28 km, w najszerszym miejscu ma natomiast 7 km. Wokół obszaru zajmowanego przez wydmy rozpościera się płaska hamada (pustynia kamienista– jeden z trzech podstawowych typów pustyń wyróżnianych ze względu na charakter podłoża, jest to pustynia skalista, której powierzchnię stanowią niemal płaskie i nagie skały, często pokryte patyną żelazistą). 

Wyruszyliśmy jeepami z Erfoud na pustynię.



Wyjeżdżając z Erfoud mijaliśmy cmentarz (czy to zły znak prze pustynnymi przygodami?)



Po kilku minutach jazdy asfaltową drogą wjechaliśmy w piachy pustyni.








Nasze jeepy mknęły z zawrotną prędkością po bezdrożach pustyni pozostawiając za sobą tumany pyłu.



Przemierzając pustynię zatrzymaliśmy przy chacie nomadów, zaglądnęliśmy do środka i zostaliśmy poczęstowali herbatą. 







Miejsce do spania


Kuchnia


Pojechaliśmy dalej



i ze wzgórza mogliśmy zobaczyć... jezioro na pustyni. To niezwykle zjawisko pojawiło się tu ok. 2 tyg. temu w wyniku rzadkiego tu intensywnego opadu deszczu. 



Pośród wód znajdowała się oaza


Pojechaliśmy dalej wzdłuż rozlewiska.

Wreszcie dojechaliśmy do naszego campu. Camp był zlokalizowany u podnóża wielkich wydm. 

Przy campie oczekiwały już na nas wielbłądy, na grzbiecie których już wkrótce mieliśmy udać się w głąb piaszczystej Sahary.


Wejście do campu

Tu też przywitano nas herbatą oraz ciasteczkami.





Camp otaczała bajkowa okolica piaszczystych wydm. 







Dostaliśmy przydział do namiotów. 



Takie oto było wnętrze i wyposażenie namiotu (całkiem ekskluzywnie jak na warunki pustynne)




Słońce zniżało się do horyzontu. Udaliśmy się w karawanie wielbłądów na jego zachód. 




Widok z grzbietu wielbłąda








W oddali rozlewisko wodne



Zsiedliśmy z wielbłądów (wielbłądy miały wtedy czas na odpoczynek) i wdrapaliśmy się na wielką wydmę, by podziwiać zachód słońca, który może nie był tak spektakularny z powodu pojawiających się na zachodzie chmur.










Po zachodzie słońca na grzbietach wielbłądów udaliśmy się w drogę powrotną do campu. A po powrocie do campu była kolacja poprzedzone występem Berberów przy ognisku. 



Na kolację był tadżin z bakłażanem i szaszłyki z indyka, baranina. 



A po kolacji to już nasz śpiew i zabawa przy ognisku. 


Po bogatym dniu, w ciszy pustyni zasnęliśmy w naszych namiotach. 









Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Powrót

Marrakesz

Agadir