Do Agadir

Po zregenerowaniu sił po wczorajszym intensywnym chodzeniu, zjedzeniu śniadania w naszym rijadzie, udaliśmy się pieszo do miejsca, gdzie oczekiwał na nas nasz autobus. Obserwowaliśmy budzące się do życia miasto.



Przejechaliśmy przez nowe dzielnice Marrakeszu z szerokimi alejami, ale z budynkami utrzymanej w tej samej beżowej kolorystyce. 




Mijaliśmy m. in. Teatr Królewski (w którym nota bene obecnie nie odgrywa się żadnych sztuk), 


dworzec kolejowy i autobusowy. 


Z Marrakeszu jechaliśmy początkowo jednopasmową, ruchliwą drogą, mijając wioski z plantacjami oliwek i z przykrytymi siatkami uprawami pomidorów oraz niewielkie miasteczka.


Potem wyjechaliśmy na autostradę do Agadiru.


Przemierzaliśmy półpustynne tereny z majaczącymi się w tle górami Atlasu Wysokiego, do którego zbliżaliśmy się. 





Na trasie był tunel. 




Autostrada przecinała Atlas Wysoki. Nad szczytami gór pojawiły się zjawiskowe wały chmur, które wprost "przelewały" się przez szczyty. To wpływ wilgotnego powietrza znad Atlantyku.







Wyjechaliśmy w chmury. 



Chmury pozostały z nami zjeżdżając w kierunku Agadir. 


Pojawiły się drzewa arganowe, tylko tu rosnące. 




Dojechaliśmy do Agadiru, który przywitał nas pochmurną pogodą i było zdecydowanie chłodniej niż w Marrakeszu. 
Nowe osiedla

Budowa nowego stadionu na planowane mistrzostwa Afryki w piłce nożnej


Nowoczesny dworzec autobusowy


Zadrzewiona posiadłość króla Maroka

Parę słów o mieście.

Agadir – miasto w południowym Maroku, port nad Oceanem Atlantyckim, siedziba administracyjna regionu Sus-Massa, liczące ok. 422 tys. mieszkańców. Miasto jest ośrodkiem przemysłu rybnego i cementowego. Jest tu międzynarodowy port lotniczy, 10 kilometrów piaszczystych plaż oraz średnio 300 słonecznych dni w roku, co sprawia, że Agadir jest najpopularniejszą nadmorską miejscowością wypoczynkową w Maroku

Pierwszą osadą, która znajdowała się nad Atlantykiem u ujścia rzeki Wadi Sus, była wspomniana przez Herodota fenicka kolonia Thymiaterium. Współczesne miasto założyli w XV wieku Portugalczycy. W kolejnym stuleciu Agadir został zajęty przez wojska marokańskiej dynastii Sadytów. Nastąpił wówczas gwałtowny rozkwit miasta, chociaż jego znaczenie przyćmiewały porty As-Suwajra i Al-Dżadida. Po II kryzysie marokańskim, w 1911 roku miasto było blokowane przez Niemców. W 1913 miasto znalazło się pod panowaniem francuskim. W roku 1914 po wybudowaniu portu miasto bardzo szybko się rozwijało, gdyż przeładowywano tu eksploatowane w głębi kraju zasoby naturalne. W latach 50. XX wieku miasto znalazło się w niepodległym Maroku. Nocą 29 lutego 1960 roku, w ciągu 15 sekund, zostało prawie doszczętnie zniszczone przez trzęsienie ziemi. Zginęło wtedy około 15 tysięcy osób, a 20 tysięcy straciło dach nad głową. Miasto trzeba było praktycznie w całości odbudować, dlatego też nie ma ono typowo marokańskiego charakteru.

Po trzęsieniu ziemi w 1960 roku, Agadir został pozbawiony swojej medyny. Od 1970 roku znany włoski dekorator Coco Polizzi, pasjonat tradycyjnego budownictwa, marzył o jej odbudowaniu w jak najbardziej autentyczny sposób. Pierwszy kamień węgielny położono dopiero w 1992 roku. Medyna zajmuje cztery i pół hektara i zbudowana jest z kamienia, ziemi i drewna, pochodzących z okolicznych regionów. Prace nad ukończeniem tej części miasta nadal trwają. Docelowo (poza budowlami z kamienia) mają tu powstać ogrody botaniczne i sztuczne jezioro.

Ruiny cytadeli pochodzącej z XVI w., widoczne na dominującym nad pn. krańcem zatoki agadirskiej wzgórzu stanowią jedyny zachowany zabytek miasta. Po trzęsieniu ziemi z 1960 roku mury zostały częściowo zrekonstruowane, jednak otaczają jedynie pusty plac – zabudowa wewnętrzna uległa całkowitemu zniszczeniu. Na zboczu wzgórza umieszczono ogromny, podświetlany nocą napis arabski brzmiący w tłumaczeniu "Bóg, ojczyzna, król". Podobny, pochodzący z XVIII w. napis zachował się nad bramą twierdzy.

Pierwszą twierdzę zbudowali Portugalczycy jako niewielki fort Santa Cruz de Cap de Gué w początku XVI w., twierdzę rozbudowali królowie marokańscy po roku 1540.


Zainstalowaliśmy się w hotelu sieci Iberostar, gdzie przez 2 dni będziemy mieć czas na odpoczynek w formie all inclusive, po trudach podróży i zwiedzania. 


Na powitanie oczywiście była herbata miętowa. 


Trzeba przyznać, że tutejsi perfekcyjnie rozpoznają Polaków (pytanie po czym?), mówiąc: "dzień dobry" i "spoko Maroko". Inna sprawą jest, że jest tu dużo Polaków, a na masztach przed hotelem polska flaga dumnie powiewa wśród innych flag europejskich krajów. 


Porozglądaliśmy się po hotelu.




Oczywiście było przywitanie z Atlantykiem (chyba nie był zadowolony, bo wzburzony)



Po lunchu mieliśmy atrakcję w postaci wizyty w hammanie, czyli marokańskiej łaźni. Pojechaliśmy tam do miasta podstawionym busikiem. Na miejsc dostaliśmy koszyk zawierający szlafrok, ręcznik, klapki, mydła, myjkę. Wizyta w hammamie składała się z dwóch części: najpierw było mycie i szorowanie (po rozebraniu weszliśmy do pomieszczenia łaźni), a potem masaż w kolejnym pomieszczeniu. Mycie polegalo na wstępnym wylaniu na ciałko kubla cieplej wody. Potem pani wycierała w ciało mydło. Była chwila przerwy - leżało się na pokrytej mozaika terrakotowa podgrzewanej lawie. Było ciepło i przyjemnie. Potem było kolejne płukanie i szorowanie przez panią skóry szorstka myjka. I wreszcie kolejny kubeł na ciało. Ta cześć kończyła się wycieranie ręcznikiem i ubraniem się w szlafrok. Przechodziło się do pomieszczenia na chwile odpoczynku przy marokańskiej miętowej herbacie. I ostatecznie był tradycyjny masaż. Wyszliśmy z hammanu całkowicie zrelaksowani. Busikiem odwieziono nas do hotelu. 

I tak w nastroju błogiego relaksu zakończył nam się dzień. Wypogodziło się i mogliśmy zachwycać się pięknym zachodem słońca za Atlantykiem. 



Po zmroku okolice hotelu były równie urokliwe.





Był jeszcze spacer po promenadzie nad ocenę. W oddali jaśniał napis na wzgórzu z twierdzą: Bóg-ojczyzna-król. 







Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Powrót

Marrakesz

Agadir